Opinie rodziców mających dzieci w klasie integracyjnej.

MOJE DZIECKO W KLASIE INTEGRACYJNEJ (VIA)

Decyzję o wyborze klasy integracyjnej podjęłam, gdy syn chodził do przedszkola. Zabierałam wtedy Eliasza do swojej pracy co środę, gdzie prowadziłam zajęcia z wczesnego wspomagania rozwoju dla dzieci niepełnosprawnych. Byłam zachwycona tym z jaką łatwością i swobodą nawiązuje kontakt i zarazem odnajduje się w grupie dzieci z różnymi niepełnosprawnościami. Pomyślałam tak, to jest to…

Rzeczywistość okazała się na samym początku całkiem inna. Przez pierwszy tydzień obserwowałam u syna rosnące napięcie emocjonalne. I stało się ….Rzucanie plecaka po mieszkaniu, krzyk, płacz, wykrzykiwanie, że on nie chce chodzić do takiej klasy, że to mój wybór, itp….

A teraz….

”Dobry przyjaciel jest wielkim darem nieba”- Platon….

Przyjacielu…. Dziękuję Ci za Twe serce, dobroć i cierpliwość. Dziękuję Ci ,….że jesteś. Bądź zawsze przy mnie – takie słowa usłyszał mój syn od swojego przyjaciela Maksa na zakończenie roku szkolnego w 2010.

Maks ma zespół Aspergera…

Drodzy Rodzice – zadajcie sobie pytanie i odpowiedzcie na nie- „czy niepełnosprawność w przyjaźni ma znaczenie? ”

Mama Eliasza

Przy Zespole Aspergera do wyboru mieliśmy tylko dwie możliwości: nauczanie indywidualne, albo klasę integracyjną. Oczywiście postawiliśmy na to drugie. Pierwsze lata szkoły to było właściwie jedno wielkie „wow” i każdemu byłam skłonna polecać takie rozwiązanie. Syn w końcu miał kolegów, którzy go rozumieli. A nawet jeśli nie rozumieli, to bardzo się starali, a rodzice im w tym pomagali. Był członkiem grupy i widać było, że jest mu z tym dobrze.

Trudniej zrobiło się już po 3-ciej klasie. Różnice w funkcjonowaniu dzieci stały się już bardzo widoczne, nie tylko dla mnie. Młody dostrzegł, że jest „inny” i im jest starszy, tym bardziej oczywiste się to staje. Więc nieudolnie próbuje być bardziej taki jak reszta – skutki są raczej mizerne, a pokłady koleżeńskiego zrozumienia chyba się wyczerpują. Taki wiek…

Kim jest dziś? Czasami klasowym błaznem (wtedy się cieszy), czasem ofermą i obiektem żartów (wtedy wpada w czarną rozpacz), czasem jednak po prostu kolegą. I choćby z tego powodu nie żałuję, że zamiast spędzać bezpieczny czas na nauczaniu indywidualnym, czy w placówce specjalnej musi się codziennie mierzyć z trudną rzeczywistością „neurotypowych”. W końcu w dorosłym życiu oni nadal będą w większości

Mama Maksa

Moje dziecko w klasie integracyjnej – to najlepszy wybór jakiego mogłam dokonać. Co prawda zdarzają się sytuacje, które mnie niepokoją, ale to chyba też byłoby w każdej innej klasie. Z racji tego, że mój syn Robert jest dyslektykiem – co dopiero okazało się w klasie IV, to tym bardziej mój wybór uważam za bardzo trafny. Szedł do tej klasy z wielu powodów (mniejsza liczebność, dwie panie itp.), ale najważniejszymi były: TOLERANCJA i WRAŻLIWOŚĆ na INNOŚĆ – inność spowodowaną wyglądem, chorobą czy zachowaniami wykraczającymi poza normy, ustalone przez większość społeczeństwa. Od najmłodszych lat wszczepiałam Robertowi tolerancję i uczyłam wrażliwości, ale to były tylko słowa bez współistnienia w tym środowisku. Dziś w nim współistnieje. Dziś sam – jak mówi – jest nieco inny, bo ma problemy z takimi rzeczami, które inni mają we krwi. Idąc do klasy integracyjnej, był wśród dzieci „NORMALNYCH”, a od klasy IV znalazł się wśród dzieci „NORMALNYCH INACZEJ”. Dzięki właśnie tej zamianie poczuł na własnej skórze, jak to jest być innym(np. dyslektykiem). Innym – nie gorszym. W zrozumieniu szeroko pojętej integracji pomogły mu jego wychowawczynie pani Ewa Groenwald i pani Liliana Majchrzak. Wiem, że gdyby nie one, nie było by to takie proste. To ich wytrwałość, konsekwencja i serdeczność, przyczyniły się do tego jaki jest.

M. Zajączkowska mama Roberta z klasy VI a